Szukaj
TOP
macierzyństwo

8 rzeczy, których nie mówię swoim dzieciom

Jest kilka takich zwrotów, których staram się unikać jak ognia w macierzyństwie. Słowa mają wielką moc, szczególnie gdy są powtarzane wielokrotnie, w różnych sytuacjach a często zdarza nam się o tym zapominać,. Może czas przyjrzeć się niektórym z nich uważniej? Poniżej znajdziecie 8 rzeczy, których nie mówię swoim dzieciom.

„Nic się nie stało”

W sytuacji, kiedy coś się wydarzyło i moje dziecko zaczyna płakać np. wywraca się, coś idzie nie po jego myśli nie wypowiadam powyższego stwierdzenia. Nawet jeśli w moim odczuciu to nic takiego, to w głowie mam myśl, że mojemu maluchowi mógł się właśnie zawalić świat. Skoro płacze to znaczy, że dla niego coś się stało. Jestem wtedy przy nim, przytulam jeśli chce. Potem staram się przegadać to co się wydarzyło i nazwać emocje, które mogło poczuć dziecko.

„Jesteś niegrzeczny/niegrzeczna”

Szczerze? Nie cierpię tego sformułowania. Niegrzeczny, to znaczy  jaki? Nie spełniający moich oczekiwań? Zachowujący się tak jak ja nie chcę? Przysparzający mi problemów? Jest to etykietowanie dziecka i tak na prawdę krzywdzące etykietowanie, bo dziecko też nie do końca wie co się za tym słowem „niegrzeczny” kryje. Jeśli coś mi się nie podoba to mówię o tym wprost. Używam sformułowań typu:  „Nie lubię kiedy…”, „Nie podoba mi się…”, „Nie chcę żebyś.”… Dziecko dostaje jasny komunikat i to co słyszy jest podstawą do dalszej rozmowy.

„A zobacz jaki (tutaj wpisz sobie imię dziecka) jest…”

Nie porównuje swoich dzieci do innych. Sama nie lubię być porównywana, nikt z nas chyba nie lubi. Dziecko, które słyszy rzeczy typu: „Zobacz jak x ładnie je.”, „Zobacz jak x pięknie się bawi.”, „A ta dziewczynka nie płacze.” czuje się gorsze i zawstydzone. Wyobraź sobie, że ktoś odzywa się w taki sposób do Ciebie i porównuje Cię na forum, np. „Monika wygląda w tej sukience dużo lepiej od Ciebie.”, „Kamila się z tego śmiała, a ty…”  nie fajne uczucie prawda?

„Oddaj swoją zabawkę, podziel się nią”

Jeśli moje dziecko bawi się swoją zabawką i ktoś inny je chce. To moje dziecko decyduje czy się nią podzieli. Jeśli tego nie chce, to ja jestem z tym ok. Też nie chcę żeby ktoś decydował za mnie o moich rzeczach np. telefonie czy ubraniach. Powiesz, że uczę dziecka samolubności, że nikt nie będzie chciał się z nim bawić. Nie zgodzę się z Tobą, bo widzę, że to owocuje. Pięknie jest patrzeć na to jak starszak dzieli się swoimi zabawkami z młodszą córeczką i wiem, że robi to z potrzeby serca a nie z musu.

„Przywitaj się z (dziadkiem, babcią, ciocią, wujkiem i wszystkim świętymi), daj buziaka, nie bądź dzikuskiem”

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Jeśli moje dziecko nie ma ochoty na czułości przy powitaniu, to nic na siłę! Szczególnie w przypadku kiedy jest to rzadko widywana osoba.Jeśli będzie miało taką potrzebę samo przyjdzie i to zrobi. W nosie mam, że ktoś może poczuć się obrażony. Niech sam sobie wtedy pomyśli o przytulaskach i buziakach, na które sam nie ma na nie ochoty. Żeby oszczędzić dzieciom takich sytuacji mówię zazwyczaj, że potrzebują chwili czasu – to zazwyczaj działa.

„Nie bój się”

Tego stwierdzenia też nie używam. Jeśli widzę, że moje dziecko czegoś się boi to mówię: „Jestem przy Tobie.” albo „To w porządku się bać.” tym samym pokazuję mu, że nie ma niczego złego w przeżywaniu  strachu, bo przecież każdy z nas czegoś się boi. Taka akceptacja emocji dziecka przez rodzica jest ogromnie ważna. Daje poczucie bezpieczeństwa, przestrzeń na rozmowę i przede wszystkim uczy akceptacji emocji, które mogą być trudne.

„Uważaj!”

Uważaj, bo się przewrócisz. Uważaj bo się poparzysz, uważaj bo to, bo tamto. Staram się dawać dzieciom dużą swobodę w zabawie choć czasem serce podchodzi mi do gardła (np. na placu zabaw). Nie mówiąc tego na każdym kroku nie podcinam dziecku skrzydeł. Pozwalam na to, żeby uczyło się na własnych doświadczeniach. Staram się nie przewidywać za niego i nie wypowiadać na głos tego, co może się stać (oczywiście w granicach rozsądku). Dzięki temu moje dziecko samo poznaje świat, samo doświadcza i wyciąga wnioski, ma poczucie sprawczości.

„Pan Cię zabierze”

Nigdy, ale to nigdy nie straszę w taki sposób (ani żaden inny) dzieci. Ostatnio jechałam tramwajem i chłopiec wiercący się w wózku, który był już ewidentnie zmęczony, co chwilę słyszał tego typu teksty od swojej mamy. Myślicie, że robił się spokojniejszy? No nie! Wręcz przeciwnie, mama tylko dolewała oliwy do ognia. W ogóle co to jest za pomysł żeby straszyć swoje własne dziećmi tym, że zabierze je ktoś obcy? Nie ogarniam.

A Wy macie jakieś zwroty, które nie przechodzą Wam przez gardło i z którymi totalnie się nie godzicie? Dodałybyście coś do tej listy?

Zawodowa Mama

«

»

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *