Szukaj
TOP
macierzyństwo

Dlaczego zdecydowałam się wypisać swoje dziecko ze żłobka?

Stało się! Dowiedzieliśmy się o tym jakoś pod koniec lipca. Mikołaj dostał się do żłobka, jednego z bardziej obleganych na naszej dzielnicy. Na dodatek państwowego! Wierzcie mi, w Warszawie, przy jednym dziecku to nie lada wyczyn. Miał już prawie dwa lata, stwierdziliśmy z mężem, że to idealny czas. Rozmawialiśmy między sobą, że jest już na tyle komunikatywny, że nawet jeśli coś będzie się działo nie tak, to da nam znać. Będziemy mogli nad tym pracować, ulepszać, poprawiać. Byłam psychicznie nastawiona na powrót do pracy, tylko cholernie obawiałam się adaptacji, ale starałam się tego po sobie nie pokazywać.

 

Przez pierwsze trzy dni chodziłam z synem na około dwie godziny, zapoznawaliśmy się z miejscem, paniami, dziećmi i rytmem pracy placówki. Trzeciego dnia wyszliśmy razem na plac zabaw i Miko został pierwszy raz sam. Za rogiem budynku wybuchłam płaczem, bo uświadomiłam sobie, że jakiś etap w naszym życiu się kończy. Zaczyna się nowa era. Wróciłam po około 30 minutach, a syn bawił się w najlepsze, nawet nie zauważył mojej nieobecności. Myślałam sobie, to dobry znak, jeśli któreś z nas ma to mocno przeżywać, to niech to będę ja. Przyznam, że te pół godziny pozytywnie nastroiło mnie do dalszej adaptacji. Ale później niestety zaczęły się schody. Zdaję sobie sprawę, że adaptacja u każdego dziecka może przebiegać inaczej, ale uważam, że stanowczo za mało się o tym mówi, że rodzice powinni wiedzieć z czym mogą albo będą się mierzyć.

 

Wiedziałam, że Mikołaj będzie płakał przy rozstaniach, wiedziałam, że może odreagowywać w domu, ale w życiu nie spodziewałam się tego co nastąpiło. Na początku zostawiałam go na krótko, około 2 godzinki, potrafił płakać przez cały ten czas. W domu nie odstępował mnie na krok. Mąż nie mógł się w zasadzie do niego dotknąć. Zaczął gorzej spać, budził się po kilka razy w nocy z krzykiem. Ciężko nam było go uspokoić, zdarzało się, że cały się trząsł! Wierzcie mi, serce nam pękało. W sytuacjach kiedy wracaliśmy ze żłobka do domu, potrafił nie chcieć wyjść przez trzy godziny z wózka, kiedy już go wyciągałam potrafił płakać przez to przez godzinę. Miałam wrażenie, że każda, nawet tak błaha zmiana, to dla niego utrata poczucia bezpieczeństwa. W żłobku nie chciał nic jeść. Po jakimś czasie zostawał do obiadu. Minął miesiąc, a zachowanie synka wciąż było takie samo, nie licząc weekendów i choroby – wtedy wracał do „dawnego trybu”. Wspólnie z mężem stwierdziliśmy, że jest za wcześnie, że jeszcze nie jest na to gotowy. Na szczęście sytuacja, w której się znaleźliśmy – okazało się, że jestem w drugiej ciąży, pozwoliła nam na podjęcie takich a nie innych kroków.

 

W całej tej sytuacji uderzyło mnie jeszcze jedno, kiedy rozmawiałam z innymi mamami (oczywiście nie wszystkimi) mówiły mi, że mnie podziwiają, że teraz to dopiero będę miała ciężko, że nie powinnam rezygnować. Szczerze? Takie teksty nie pomagają… Ok, każdy ma prawo do własnego zdania, ale dla mnie to i tak nie była łatwa decyzja. Wiedziałam, że będzie ciężko i jest! Czasami mam takie dni, że najchętniej nie wstawałabym z łóżka, a muszę zajmować się energicznym dwulatkiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy maleństwo pojawi się na świecie może być jeszcze ciężej, ale podjęłam tą decyzję CAŁKOWICIE świadomie. Wiem też, że jest to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Zapisałam Mikołaja na zajęcia dodatkowe, ma kontakt z innymi dziećmi. Najwidoczniej potrzebuje więcej czasu na rozstanie z rodzicami.

Od września sprobujemy z przedszkolem, jeśli sytuacja się powtórzy to podejmę dokładnie taką samą decyzję. Jeśli jakaś moja znajoma mama zrobi w podobnym przypadku tak samo na pewno nie będę jej oceniała. Nie będę mówiła, że w życiu bym się na coś takiego nie zdecydowała np. z perspektywy moich doświadczeń. Będę ją wspierała, jeśli będzie tego ode mnie potrzebowała. A Ty?

Zawodowa Mama

«

»

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *