Szukaj
TOP
myślę,że...

Dokąd biegniesz?

Gdzie tak pędzisz piękna Pani z korporacji? Dokąd biegniesz drogi Panie ze start-upu? Czy zauważasz, że mamy piękne lato? Że świat to nie tylko betonowe budynki, klimatyzowane pomieszczenia, ale również drzewa, ptaki, kwiaty? Pamiętasz o tym, że w domu czeka na Ciebie stęskniony syn czy córka? Czy tylko siedzisz za swoim biurkiem realizując targety, wyznaczone cele albo gonisz deadliny?

Ten post jest skierowany nie tylko do Mam, ale do wszystkich ludzi, którzy w pracy się zatracają, może właśnie do Ciebie? Napisany z perspektywy człowieka, który od tej pracy na dobrą sprawę odwykł, który może spojrzeć na to wszystko z dystansem. I szczerze? Jestem przerażona!

Obserwując różnych ludzi, rodzinę, swoich znajomych tych bliskich i dalszych… Większość z nich jak jeden mąż trzepią nadgodziny, uwijają się jak mróweczki, bo praca taka ważna, ale czy najważniejsza? Oczywiście, że nie! Ale mam wrażenie, że duża część z Was o tym zapomina. Zapominacie odzywać się do przyjaciół, rodziny – no bo przecież macie tyle zadań w pracy, wylatuje Wam z głowy…Rozumiem przecież ja tylko zajmuje się domem i dziećmi, mam czas na wszystko. Wiodę takie nuuudne i nieaktywne życie ;). Przestajecie oddzwaniać, napiszecie zdawkowego smsa, albo i nie – tak jest szybciej, prościej, łatwiej… no bo przecież ten deadline z tyłu głowy. Mam wrażenie, że żyjecie w stałym pędzie zapominając o tym co tak na prawdę jest w życiu ważne. W imię czego? W imię kasy którą zarobicie? W imię premii? Awansu? Poczucia obowiązku? Pracujemy po to, żeby żyć a nie na odwrót.

Wiecie co? Też tak robiłam pracując w korpo, potrafiłam odbierać telefony w granicach 21 i rozmawiać z menadżerem o kandydatach, jakby to była sprawa największej wagi, nie mogąca poczekać. Z perspektywy czasu powiem Wam jedno – nie warto! Zatrzymajcie się na chwilę zastanówcie, co ostatnio zrobiliście tylko i wyłącznie dla siebie, rodziny, partnera? Bez pośpiechu, z przyjemnością, bez tej natarczywej myśli w głowie: „Co muszę jeszcze zrobić w pracy?”.

Aby jeszcze bardziej zobrazować Wam to co dostrzegam, poniżej kilka przykładów. Ostatnio w pewnej odległości czasowej rozmawiałam z trzema różnymi osobami.

Dzwonię do jednej, grubo po 19, bo moje dzieciaki wyjątkowo akurat już spały I wiecie co? Nie porozmawiałyśmy sobie, była w pracy…

Rozmawiam z inną. Mówi, że wczoraj wróciła do domu chwilkę po 16 i że jest taka szczęśliwa, że nie pamięta kiedy ostatnio była tak wcześnie w domu. Serio?! Tak powinno być codziennie. Idziesz do pracy na 8.00 wracasz po 16.00, koniec kropka!

Ostatnia rozmowa jest dla mnie hitem, niestety takim z kategorii przerażających. Koleżanka pracująca w żłobku opowiadała, że rodzice stwierdzili, że placówka powinna być otwarta również w weekendy, bo nie mają kiedy zrobić zakupów!!! Ja się pytam co poszło nie tak, że niektórzy mają takie podejście do życia? Że jest ono aż tak bardzo przewartościowane, że cały sens życia jakim jest dziecko potrafi być spychane na tak daleki plan. Ba, nawet traktowane jako swego rodzaju ciężar.

Sami to sobie robimy? Czy świat jest tak teraz skonstruowany, że inaczej się nie da? Nie wiem. Na to pytanie odpowiem sobie jak wrócę do pracy, ale już teraz obiecuję sobie, że zrobię wszystko żeby tak nie było. Za każdym razem kiedy zacznę się zapędzać wrócę sobie do tego właśnie tekstu, pisanego okiem mamy na macierzyńskim.

Zawodowa Mama

«

»

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *