Szukaj
TOP
macierzyństwo

Jak radzę sobie z buntem dwulatka?

Tak naprawdę nie lubię tego określenia, ale kiedy tak to nazywam, wszyscy wiedzą o co chodzi. Ten rzeczony „bunt dwulatka” to nic innego jak jeden z pierwszych kroków ku samodzielności. Często bardzo trudny dla malucha, ale i również dla rodziców. Dziecko mierzy się z różnymi emocjami, nie wiedząc jak sobie z nim radzić. Zauważa, że ma własne zdanie, własną wolę, własne pragnienia. Kto ma lub miał w domu dwulatka doskonale wie o co chodzi.

Ale do rzeczy, jak zazwyczaj sobie radzę w chwilach, które są dla nas trudne?

Przede wszystkim powtarzam sobie jak mantrę, że tylko spokój mnie uratuje :). Kiedy przykładowo Mikołaj zaczyna krzyczeć, bo coś jest nie po jego myśli, pytam go co się stało. Jak mogę mu pomóc. Albo czy chce się do mnie przytulić. Staram się znaleźć przyczynę, bo zdaję sobie sprawę, że zachowanie, które widzę to tylko wierzchołek góry lodowej. Ostatnio w jednej z książek znalazłam narzędzie, które bardzo mi pomaga w ciężkich dla nas sytuacjach, a Mikołaja uczy rozpoznawania emocji. Zobrazuje to na przykładzie.

Przykład

Jest czas kąpieli, Mikołaj nie chce wyjść z wanny. Mówię mu, że jeszcze chwilka i będziemy wychodzić, albo zrobimy odliczanie i będziemy szykować się do snu. Wyciągam Go z wanny a on mimo wszystko zaczyna krzyczeć i płakać, więc mówię:

„Jest Ci smutno, bo chciałeś się jeszcze kąpać?”

Zazwyczaj się uspokaja i mówi z pełnym żalu tonem głosu: „tak”

Na co ja: „Rozumiem, problem w tym, że kąpałeś się długo i woda zrobiła się już zimna, nie chce żebyś zmarzł. Teraz się ubierzemy a potem pójdziemy poczytać ok?”.

I wiecie co? To zazwyczaj działa! Zaczynamy rozmawiać o tym co będziemy robić za chwilę, a dziecko się wycisza. W tym narzędziu bardzo podoba mi się to, że nazywam emocje dziecka, staram się pokazać mu co się w danym momencie z nim dzieje. Po stosowaniu tego przez jakiś czas zauważam, że w sytuacjach trudnych (i nie tylko) dla synka, sam nazywa swoje emocje np. „Jestem smutny, bo…”, „Cieszę się, bo…”.

 

Staram się też nie mówić rzeczy typu „uspokój się”, „nie krzycz”, „przestań płakać” , „przecież nic się nie stało”, ale nawet nie wiecie jak często muszę gryźć się w język. Oczywiście nie jest to złoty środek, który zawsze pomaga. Często jest tak, że wybuch płaczu czy złości trwa dłuuugo wtedy pokazuję mu, że jestem przy nim, że może na mnie liczyć, staram się mówić, że widzę, że to co przeżywa jest dla niego trudne i że ma we mnie wsparcie. Kiedy już się uspokaja próbuję przegadać z nim to co się stało i ponownie nazwać emocje, które mógł przeżywać.

Często też sięgamy po książeczki o emocjach, żeby mógł sobie powoli w głowie je porządkować. Genialny pod tym względem jest „Kolorowy potwór”. Ktoś może pomyśleć, że to stanowczo za wcześnie na tego typu rzeczy. Uważam, że tak nie jest, że powinno się starać uczyć dziecka samoświadomości od jak najmłodszych lat i że z czasem to zaowocuje na całe jego życie.

Co więcej informuję Mikołaja o różnych rzeczach, które będziemy robić, np. jesteśmy u znajomych, Mikołaj dobrze się bawi, a ja wiem, że za jakiś czas będziemy musieli iść do domu. Na jakiś czas przed zaczynam mu o tym mówić, że jeszcze chwilę się pobawi i będziemy wracać do domu. Później staram się przyłączyć do zabawy i powiedzieć, że zrobimy jeszcze to i to i będziemy się już ubierać. Czasem robimy też wspólne odliczanie do 10 :). Zazwyczaj skutkuje. Wiem z doświadczenia, że jak wcześniej go nie uprzedzę o swoich zamiarach może nastąpić wybuch płaczu.

Często też staram się wejść w skórę własnego dziecka, pomyśleć co na daną chwilę może czuć, przypominam sobie dni, w których to ja mam gorsze momenty i zastanawiam się jak chce być wtedy traktowana.

W ostateczności kiedy nie radzę już sobie ze swoją frustracją (a zdarza mi się to i mam wrażenie, że nazbyt często, chyba jak każdej mamie, która wysoko postawiła sobie poprzeczkę) proszę męża żeby całkowicie przejął pieczę nad synem i wychodzę na trochę z domu – mogę ochłonąć, a tęsknota robi swoje ;).

 

Ciekawa jestem w jaki sposób Wy radzicie sobie w tych ciężkich dla obydwu stron chwilach?

To co napisałam to tylko cząstka tego co stosuję, ale sprawdza mi się w największej ilości sytuacji. Jeśli czujesz niedosyt daj znać – napiszę o tym więcej! :).Myślę, że za mało mówi się o tym jak ważny jest to czas w rozwoju dziecka, a częściej powtarza się stwierdzenia takie jak „wymusza”, „manipuluje”, „chce Ci wejść na głowę”, „jest taki niegrzeczny/a” (co to w ogóle znaczy? ;)). A to wcale nie o to chodzi. Ta mała istotka po prostu nie radzi sobie sama z tym co się z nią dzieje i właśnie w tych trudnych chwilach najbardziej potrzebuje Twojego wsparcia. Warto o tym pamiętać.

Zawodowa Mama

«

»

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *