Szukaj
TOP
macierzyństwo

Macierzyństwo w czasach PRL-u

Cofnijmy się w czasie, mamy lata 80-te. Ciekawe, czy ktokolwiek z Was wie jak wyglądały prezenty weselne. Goście kupowali to co im się udawało. W rezultacie jedni otrzymywali 10 kompletów pościeli, inni 6 odkurzaczy, a potem wymieniali się między sobą. Brzmi jak niezła abstrakcja, prawda? Piszę to po to, aby wprowadzić Was w klimat PRL-u. Po weselu, prędzej czy później, zazwyczaj pojawia się ciąża i dziecko. Rozsiądźcie się wygodnie, bo o tym będzie dalsza część tekstu.

Zakupy

W sklepach praktycznie wcale nie ma ciuchów dla ciężarnych, więc nasza bohaterka chodzi w znienawidzonej szarobrązowej sukience w paski po siostrze, której udało się ją kupić kilka lat temu, kiedy sama spodziewała się dziecka. Beata miała jeszcze jedną, uszytą przez ciocię. Jest w swojej pierwszej ciąży, dość zaawansowanej więc zaczyna kompletować wyprawkę. Wchodzi do sklepu z materiałami, jest cała rozpromieniona, bo widzi tetrę, z której będzie mogła zrobić pieluszki dla swojej nienarodzonej córeczki. W myślach powtarza sobie, ale mam szczęście, że akurat trafiłam na taki towar! Ciekawe ile będę mogła go kupić? Podchodzi do lady i wywiązuje się dialog:

B: Poproszę tetrę.

S: Poproszę zaświadczenie, że jest Pani w ciąży.

B: A nie widać?

S: Widać, ale potrzebuję zaświadczenie…

Rozgoryczona wyszła ze sklepu, przecież nawet jeśli udałoby się jej zdobyć takie zaświadczenie, to tetra dawno zostałaby wykupiona. Musi zadowolić się pieluszkami, które dostała po swoim kilkuletnim już siostrzeńcu.

Zaświadczenie o ciąży przydawało się również do tego, żeby dostawać kartki na mięso: zamiast 2,5 kg dostawało się 4 kg miesięcznie.

Kompletujemy wyprawkę dalej:

* wózek – jest! Załatwiła go sąsiadka, nawet jej się spodobał.

* łóżeczko – jest! Wiezione pociągiem (!) przez teściów z drugiego końca Polski. Spadek po wspomnianym     już siostrzeńcu.

* ubranka, kocyki etc. – są! 3/4 z nich dostała od sąsiadek, kuzynek, siostry.

* kosmetyki (mydło bambino, oliwka, zasypka czy też mąka ziemniaczana itd.) – są!

Chyba jest już gotowa na przyjęcie dzidziusia na świat.

No i zaczęło się, odeszły jej wody! Teraz musimy dostać się do szpitala, jest oddalony tylko o 15 kilometrów, ale jest rok 1987, połowa marca. Mamy tu potężne ilości śniegu i temperaturę z -15 stopni. (Kiedyś to były zimy!). Poród trwał około 12 godzin, nie było łatwo, ale Beata miała ten przywilej, który pozwalał na to, żeby jej mąż był przy niej podczas porodu oraz mógł ją odwiedzać w czasie kiedy dochodziła do siebie. Normalnie w tamtych czasach było to niedozwolone.

Po porodzie zabrano jej córeczkę na dwie godziny po czym przyniesiono na karmienie. Proces powtarzał się co trzy godziny od 6 do 24. Jeśli w między czasie dziecko płakało lub było głodne, dokarmiano je mlekiem z butelki.

No to teraz czas na obchód. Na sali leży 8 pań, każda rozkraczona, do sali wchodzą lekarze, położne i patrzą z daleka czy wszystko dobrze się goi, po czym wychodzą. Czuje się upokorzona, potraktowana niegodnie, jak reszta pozostałych kobiet, ale kto wtedy zwracał na to uwagę.

A w domu

Zmiana pieluszek tetrowych, do których wkładało się folię żeby zmniejszyć przepuszczalność oraz moczenie śpioszków po 15-20 razy dziennie. Pranie w 90 stopniach (na szczęście miała automatyczną pralkę, bo nie każdy mógł sobie pozwolić na taki luksus) i prasowanie. Wyglądało to tak przez 1,5 miesiąca. Poźniej odpuściła prasowanie, bo sąsiadka zasugerowała żeby nie utrzymywać już aż tak sterylnego środowiska. Po kilku miesiącach udało się zdobyć wiązane majteczki z ceraty. Ależ to było ułatwienie i oszczędność czasu!

Wiedzę o dziecku i jego rozwoju czerpała z  jednej książki oraz bazowała na doświadczeniu innych. Co więcej, miała kalendarz ścienny, który również opisywał poszczególne etapy rozwoju dziecka do ukończenia roku.

Nie było słoików, więc obiady zawsze gotowała sama. Po 9 miesiącach córeczka przestała chcieć jeść z piersi więc miała do wyboru mleko bebiko 1 i 2.

Gadżety

Była szczęśliwą posiadaczką nosidełka, które znacznie pomagało podczas spacerów czy wczasów, ale to wszystko jeśli chodzi o gadżety, z których my korzystamy na codzień.

Zapewne nie zaskoczę Was jeśli napiszę, że nie było elektronicznych niań, wyszukanych laktatorów, sterylizatorów, pampersów, bujaczków, mat edukacyjnych, monitorów oddechu, dostawek do łóżka i wszystkich tych innych rzeczy, które dziś ułatwiają nam życie.

A po niecałych 2 latach w domu pojawiło się drugie dziecko.

 

Nie wiem czy już się domyśliłaś, ale Beata to moja Mama, a te maleństwo, o którym mowa w tekście, to ja! Nie bez powodu umieszczam ten tekst dzisiaj. Pamiętajmy o naszych mamach, doceniajmy je, bo wykonały kawał dobrej roboty mimo, trudnych czasów, w których było im dane nas wychowywać :).

Zawodowa Mama

«

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *