Szukaj
TOP
podróże małe i duże

Wyjazd na majówkę z niemowlakiem

Majówka tuż, tuż. Pewnie wiele z Was gdzieś się wybiera, w związku z tym postanowiłam opisać nasz pierwszy wyjazd do Trójmiasta, z 8-miesięcznym wtedy Mikołajem. Na co zwróciliśmy uwagę, co nam się sprawdziło, co przydało, a co okazało się totalnie zbędne. Pomyślałam, że napiszę Wam właśnie o tym wyjeździe, bo był on pierwszy, tym samym wiązało się z nim najwięcej obaw i stresu. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie :). 

 

Zakwaterowanie

Postawiliśmy na apartament, z kilku względów. Po pierwsze była tam kuchnia i mogłam swobodnie ugotować bądź podgrzać Mikiemu to co chciałam. Po drugie w apartamencie mieliśmy więcej przestrzeni niż w pokoju hotelowym, Malec potrzebował już wtedy trochę miejsca do ruchu. Po trzecie lokalizacja – mogliśmy spacerkiem dojść do morza, mieliśmy fajny deptak wzdłuż plaży. Wiecie, że uwielbiam spacerować, więc było to dla mnie ważne. Co więcej mieszkaliśmy na 9 piętrze i mieliśmy piękny widok na morze. Nocne karmienia nabrały nowego wymiaru kiedy mogłam wyjrzeć przez okno i napawać się widokiem. Synek też był dla mnie łaskawszy i przeważnie budził się tylko 2 razy w nocy (a nie około 8, jak miał w zwyczaju). W tamtym czasie mocno rozważałam przeprowadzkę nad Morze :).

 

Podróż

Sam wyjazd zaplanowaliśmy na rano, wyjechaliśmy około 6. Mikołaj spał wtedy mniej więcej do 9.00 (co za piękne czasy!! :)) więc całą trasę przespał. Przyznam, że to nam się sprawdzało przy każdym wyjeździe. Z powrotem zrobiliśmy podobnie, wyjechaliśmy w czasie poobiedniej drzemki, która trwała krócej i pod koniec trasy musiałam się mocno gimnastykować żeby Prezes się nie nudził i nie marudził. Do auta przydadzą się więc na pewno jakieś ulubione zabawki, ale też nowości, których Maluch jeszcze nie zna.   U nas  m.in. doskonale sprawdziło się etui do okularów.

 

Atrakcje

Postawiliśmy na aktywne spędzanie czasu, więc dużo przebywaliśmy na świeżym powietrzu. Mikołaj miał okazję zobaczyć największą piaskownicę w swoim życiu, która niestety nie bardzo przypadła mu do gustu. Wolał wylegiwać się na macie i bezpiecznie zaczepiać rodziców. Z piaskiem zaprzyjaźnił się trochę później, na jednym z kolejnych wyjazdów.  Szum morza też nie wzbudził Jego wielkiego entuzjazmu (nie wiem w kogo On się wdał? ). Teraz wiem, że na niektóre rzeczy potrzeba czasu, ponieważ teraz jest wielkim miłośnikiem wody w każdej postaci.

Jeśli wybieralibyśmy się teraz na taki wyjazd na pewno poszukałabym jakiejś fajnej kawiarenki typowo dla dzieci, ciekawego placu zabaw (na kolejnym wyjeździe byliśmy w Krainie Zabawy – warto tam zajrzeć), na pewno zahaczylibyśmy o aquapark, port i może o oceanarium. Sprawdziłabym też jakie atrakcje są przygotowane dla dzieci w okresie naszego wyjazdu.

 

Co ze sobą zabrać

Spakowałam absolutne minimum, jeśli coś byłoby potrzebne w razie awarii mieliśmy mnóstwo sklepów i aptek dookoła. To co na pewno nam się przydało:

  • chusta – kiedy wózek się nudził motałam Mikołaja, mógł więcej zobaczyć, szybciej się tak usypiał, miałam możliwość dyskretnego karmienia. W chuście było nam się wygodniej przemieszczać po plaży.

  • wózek – absolutne must be, nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego :). Dużym plusem naszego wózka jest bardzo pojemny kosz, więc mogliśmy mieć dużo rzeczy bez potrzeby noszenia w ręku.
  • mata na plażę – mieliśmy ze sobą matę piknikową z La Millou. Byliśmy z niej bardzo zadowoleni, bo po zawinięciu zajmowała mało miejsca. Ma malutką kieszonkę na klucze, portfel czy telefon więc mieliśmy najważniejsze rzeczy przy sobie. Od spodu podszyta nieprzemakalną tkaniną, a do tego ma obłędne kolory.

  • zawsze miałam ze sobą awaryjną przekąskę dla Mikołaja w razie gdyby zgłodniał i nie wystarczyłaby mu pierś.
  • chusteczki nawilżane wodą – odkryłam je w tamtym roku i zabieram na każde wyjazdy. Mam jakieś opory przed wycieraniem np. buzi innymi chusteczkami niż te. Waterwipes doskonale się nam sprawdzają.
  • termometr i leki zbijające temperaturę – zawsze towarzyszą nam przy każdym wyjeździe.
  • miseczka,łyżeczka, śliniak – nie wiem czemu często zdarza mi się zapomnieć o śliniaku (można skorzystać z wielorazowych) i oczywiście wielka tragedia z tego powodu się nie dzieje, ale jest jednak łatwiej utrzymać czystość. Co do miski i łyżeczki na tamtym etapie wolałam jak Mikołaj jadł ze swoich naczyń, teraz powoli mi to przechodzi.
  • mata do przewijania -czasem się przydaje w ramach różnych awarii, mamy taką malutką płaską, która po złożeniu, zajmuje minimalną ilość miejsca.
  • o ciuszkach, pieluchach, kosmetykach nie muszę pisać każda z nas wie najlepiej co spakować, tak jak wspomniałam wyżej, ja ograniczałam się do totalnego minimum.

 

To co było zbędne:

  • wiaderko,łopatka,grabki etc – kupiliśmy na miejscu, ale wtedy Mikołaj nie wyraził chęci na zabawę tego typu sprzętami. Przy kolejnym wyjeździe tego typu akcesoria bardzo nam się przydały. 
  • słoiki – na co dzień bardzo rzadko podaję Synkowi tego typu jedzenie, natomiast na wyjazd zawsze coś mam. Tak jak i w domu niechętnie je jadł, równie dobrze mogliśmy się w nie zaopatrzyć na miejscu.
  • za dużo książeczek i zabawek – tym razem wzięłabym ich zdecydowanie mniejszą ilość, max. 3 sztuki – większość czasu i tak spędzaliśmy poza domem.
  • pieluchy do kąpieli, nie skorzystaliśmy z nich (pogoda nie pozwoliła,było zbyt chłodno), a Mikołaj do następnego wyjazdu z nich wyrósł. Również postawiłabym na zakup na miejscu.

 

Samą wyprawę wspominam bardzo miło, mam nadzieję, że będziemy mieć takich na koncie jak najwięcej. Mikołaj na wyjazdach jest mocno współpracujący i dzielnie znosi wszystkie pomysły rodziców. My wychodząc mu na przeciw staramy się zachowywać Jego pory spania oraz rytuały, do których jest przyzwyczajony żeby nie wybijać Go z rytmu do którego jest przyzwyczajony. 

Zawodowa Mama

«

»

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *